poniedziałek, 28 grudnia 2015

Now vs future

     Nie usunęłam jeszcze konta na aupairworld.com. Dlaczego? Po pierwsze moja rodzinka też swojego nie usunęła, a po drugie to takie "in case", jeśli się nie polubimy i nie podpiszemy kontraktu (chociaż pewnie tak się nie stanie, ale pozorny zawsze ubezpieczony!). Już w niedzielę do nich jadę! Wczoraj dostałam maila od HM z dokładnym adresem, co bym mogła wpisać go w GPS. I na dzień dzisiejszy jeszcze nie wiem jak to będzie wyglądało. Jeśli tacie uda się wymienić jedną część w samochodzie, to być może pojadę sama, a jeśli nie, to on mnie zawiezie. Ogólnie napisali mi też, że jeśli jechałabym pociągiem, to odebraliby mnie z dworca w Bazylei, co uważam za bardzo miłe. Nie mogę się doczekać tego spotkania, jak to będzie wszystko wyglądało, czy dzieci mnie polubią. Chciałabym też zamienić kilka zdań z obecną au pair oraz zobaczyć okolice. Wiem, że do 2008 roku w tej miejscowości mieszkał Roger Federer. Obok domu są pola, baden oraz korty tenisowe. Kawałek dalej jest nawet siłownia.

     Dzisiaj dostałam maila, że na aupairworld.com czeka na mnie wiadomość. Domyśliłam się, że ktoś wysłał mi aplikację, ponieważ nasze rozmowy z HM przeniosłyśmy na maila, dodałyśmy się też do znajomych na Facebooku. W każdym razie, weszłam tam i czekała na mnie wiadomość od Polki z południa Anglii (jakoś niedaleko od Brighton). Wydaje się być super, ale podziękowałam jej, napisałam, że mam spotkanie z potencjalną HF i byłoby nie na miejscu ciągnąć z nią rozmowę. Odpisała mi, że jeśli coś się u mnie zmieni, to żebym jej o tym napisała, bo jest bardzo zainteresowana. Z jednej strony śmiałam się jak głupia, bo wiedziałam, że skoro mam tam konto, to rodziny będą jeszcze do mnie pisały, a ja będę zmuszona klikać negative reply. Ale z drugiej strony poczułam się dziwnie, bo UK też jest na mojej liście i chciałabym tam kiedyś polecieć, ale bycie au pair w UK nie opłaca się. Wiem, że au pair to nie praca etc., ale w Szwajcarii będę miała wspaniałe warunki. I dzięki tym lepszym warunkom będę mogła na własną rękę polecieć np. do Londynu na kilka dni i zobaczyć to co mi się marzy.

     Myślałam też dużo o mojej przyszłości po roku bycia au pair w Szwajcarii. Plan nr 1, to zrobić szkołę wizażu w Zurychu (ok. 6 miesięcy) i polecieć do USA jako au pair (ale to zależy od tego, czy po roku z dziećmi nie będę miała dość) lub wybrać się do UK jako au pair na kilka miesięcy i spróbować się tam osiąść. Zobaczymy jak to będzie, plany są ambitne i nie wiem jak to wyjdzie, ale jak będę uparcie dążyła do tego, co chcę, to wszystko powinno się udać.

     Znów długi post o moich przemyśleniach, ja to chyba o wszystkim mogę się rozpisać jak głupia!

P.S. U mnie mgła od rana! Zrobiło się zimno, a dopiero co było 20 stopni do słońca! You don't even know how much I hate winter.

piątek, 25 grudnia 2015

Cheap and Chick by Moschino

     Obiecałam, że napiszę po przyjeździe i oto jestem. Co prawda jestem w Szwajcarii już od 4 dni, ale nie było o czym pisać, a samo "hej, żyję" byłoby co najmniej dziwne.

     Jestem już po Wigilii z rodzicami, która była... inna. Nie wiem jak to określić, bo pierwszy raz spędzam święta tylko z rodzicami z dala od całej rodziny. Od razu mogę stwierdzić, że coroczne święta u babci są najlepsze i nie ma co, jak już wyjadę z Polski, to chociaż na święta trzeba będzie przyjechać.

      Punktem zaskoczenia jest dla mnie mój prezent świąteczny, bo spodziewałam się wszystkiego, tylko nie kolejnych perfum! Kocham perfumy, więc jak dla mnie bomba, a o tych z Moschino marzyłam od dawna, wąchałam je wiele razy i bardzo mi się podobały. Tylko zawsze, gdy kupowałam perfumy zapominałam o nich! A teraz je mam. W zestawie z perfumami była miniaturka balsamu perfumowanego o tym samym zapachu. Na balsam do ciała go nie przeznaczę, bo jest zdecydowanie za mały, ale lubię mieć w torebce krem do rąk i myślę, że w tej roli sprawdzi się wyśmienicie. Dodatkowo do całości była dołączona cudowna kosmetyczka Moschino na złotym łańcuchu (jakby się uprzeć, to można zrobić z niej małą torebkę przez ramię i zastanawiam się czy tak nie zrobić). Ogólnie jestem zadowolona, nie ma na co narzekać, szczególnie, że planuję tutaj zrobić jeszcze jakieś małe zakupy kosmetyczne i kupić botki, może jakiś sweter. 


A Wam jak mijają święta? Prezenty się udały? :)

piątek, 18 grudnia 2015

Manufaktura słodyczy

     Cześć wszystkim! Co u mnie? Pomału powinnam zacząć się zbierać, tj. pakować na wyjazd! Już w poniedziałek jadę, tak bardzo nie mogę się doczekać. Walizki nawet nie zaczęłam pakować, ale pewnie po napisaniu postu zacznę wrzucać te ubrania, w których przez weekend nie będę chodzić. Nie biorę dużo ubrań, bo mam w planach kupić kilka rzeczy w Szwajcarii. Poza tym nie zmieści mi się nie wiadomo co, ponieważ zabieram ze swoją pierogi z kapustą i grzybami mojej babci! ♥
     Dziś nie byłam w szkole, strasznie źle się czułam, więc zdecydowałam, że jeden dzień różnicy nie zrobi. Szczególnie, że tak naprawdę dzisiaj miałam tylko polski, a z nadrobieniem nie będę miała problemu. Poza tym, dzisiaj miała przyjść do mnie dziewczyna na makijaż próbny, ale coś jej wypadło i ma przyjść w niedzielę. Nie podoba mi się to, bo będę latać jak poparzona, sprawdzać, czy wszystko spakowałam, ale wyjścia nie ma, bo wracam 8 stycznia, a jej studniówka jest dzień później. Jutro mam nadzieję spotkać się z Karolą, planujemy pójść na kawę z racji tego, że mnie nie będzie 2,5 tygodnia i nie będziemy się widzieć. Mam też odwiedzić babcię, spotkać się z moją cudowną Sylwią. Weekend dość napięty!

     Ale, ale! Piszę ten post z całkiem innym zamiarem niż pisanie co u mnie. W środę poszłam do zamojskiej manufaktury słodyczy, która znajduje się praktycznie pod moją szkołą. Cudowne miejsce, gdzie utalentowane panie własnoręcznie robią słodycze z naturalnych barwników, bez glutenu. Zdecydowanie dużo zdrowsze wersje landrynek, żelek od tych sklepowych. 
     Poszłam tam z zamiarem zakupienia kilku słodkości dla mojego brata na święta oraz dla moich host dzieciaczków! 3 stycznia (co pewnie pisałam już dwa razy, ale powtórzę się) jadę do mojej host family, która mieszka na obrzeżach Bazylei, żeby podpisać kontrakt. Nie wiem czy pisałam, ale dyrektor zgodził się przesunąć mi terminy matury ustnej na najszybszy termin. Mam nadzieję, że rodzinie posmakują. Wzięłam też żelki-pianki dla małej X., nie wiem czy HM pozwoli jej to zjeść, ale wzięłam, bo pani mówi, że rodzice kupują małym dzieciom te pianki.

   

     Cudowne, prawda?! :) Te w lewym, dolnym rogu to Minionki! 

     Na dziś to tyle, odezwę się po przyjeździe do Szwajcarii. 

sobota, 12 grudnia 2015

Szwajcarska biurokracja i pełen kalendarz studniówkowy

     I tym razem nie o mojej przyszłej "pracy" jako au pair w Szwajcarii, a o tym, że te wszystkie machiny urzędnicze potrafią być zabijające! Od kilku ładnych lat moi rodzice pobierają zasiłek rodzinny w Szwajcarii, bo zdecydowanie lepiej im się opłaca niż w Polsce. Co roku przez "kochaną" pracodawczynię mojego taty, razem z mamą musiałyśmy wypełniać pełen stos druków. Babka powiedziała, że jak mama już będzie mieszkać w Szwajcarii, to nie będzie trzeba wypełniać tych wszystkich papierów. I co? I g***o. Muszę latać po wszystkich urzędach, załatwiać rodzicom jakieś bezsensowne papiery, bo kanton chce druki od moich dziadków, którzy nie mogą tego zrobić, bo nie są opiekunami prawnymi. Ba, nawet nie mogą nimi być! Ja jestem pełnoletnia, halo, kto pełnoletni i o zdrowych zmysłach może mieć opiekuna prawnego? Ale co to obchodzi szwajcarskich jegomości?
     
     Pani w MOPS-ie, kiedy poszłam po papierek, że nie pobieramy rodzinnego w Polsce, była w szoku. Dla mniej to niedorzeczne wystawiać jakieś dokumenty na dziadków, którzy nic do tego nie mają. Ale co zrobisz jak nic nie zrobisz? Do piątku muszę uporać się ze wszystkimi urzędami, urzędnikami, którzy nie niosą pomocy, a potem w trybie natychmiastowym dać dokumenty do przetłumaczenia tłumaczowi przysięgłemu i wysłać do ROPS-u w Lublinie, a tam albo pójdą na rękę i rozpatrzą wszystko szybko, albo dopiero w lutym dostaniemy rodzinne i wyrównanie za poprzednie niepłacone miesiące. Jakby ta cudowna szefowa poinformowała tatę wcześniej (bo papiery dla nas miała już dawno temu) to spokojnie załatwiłabym to i nie stresowałabym się. Teraz to ja się zastanawiam, czy zdążę przed piątkiem. W końcu w kolejny poniedziałek jadę do rodziców na święta, a nikt inny za mnie tego nie załatwi...


     Teraz przejdę do przyjemniejszych dla mnie rzeczy. Pełen kalendarz studniówkowy? O co w tym wszystkim chodzi? Sama zrezygnowałam ze swojej studniówki, nie jestem osobą imprezową, nie lubię tego typu imprez, a spędzenie nocy z ludźmi, z którymi widuję się, bo muszę, byłoby dla mnie skazaniem na śmierć. Także nie idę. Wolę pieniądze spożytkować na lepszy cel (dobrze, że moja mama tego nie czyta, bo od razu wiedziałaby, że chcę kupić nowe pędzle!). Zdecydowałam się robić dziewczynom makijaże studniówkowe za przystępną cenę. Nie biorę nie wiadomo ile. Biorę tyle, na ile pozwala mi na to sumienie (a to ze względu na to, że nie mam jeszcze żadnego certyfikatu, etc.). Generalnie to jest dla mnie forma szkolenia swoich umiejętności, a wiadomo, że za darmo nie mogę tego zrobić, bo za coś te kosmetyki muszą być, nie mogę dokładać do "interesu". 

      Za pieniądze zarobione na makijażach kupuję nowy zestaw pędzli! Zdecydowałam się na 12 pędzli z Nanshy, bo są w tej samej cenie, co 6 pędzli z Zoevy. I pomimo że kocham Zoevę i na pewno jej nie zdradzę, to chcę też wypróbować Nanshy i sprawdzić, czy mi pasują. Z tego wszystkiego nie zostanie mi dużo pieniędzy, więc odłożę to na zestaw z Semilaca (już słyszę głos mamy, która krzyczy, że pieniądze wydaje na byle co). 

     W życiu kieruję się mottem "Trzeba się rozwijać!", dlatego też zrobię wszystko co w mojej mocy, bo być coraz lepszą wizażystką i zdobyć w tym zawód!

niedziela, 6 grudnia 2015

Monolog wewnętrzny, czyli jak to będzie?

     Co właśnie robię? Siedzę i myślę o wczorajszym matchu, najpiękniejszym prezencie mikołajkowym, jaki kiedykolwiek dostałam. Co powinnam robić? Czytać "Inny świat". To nie tak, że mi się nie chce, a książka jest denna. Książka jest całkiem dobra, chcieć by się chciało, ale mam tyle ciekawszych rzeczy do zrobienia! 

     Po wczorajszych zachwytach, nieprzespanej nocy, wiem, że to świetna decyzja i może być fantastycznie. Rodzina jeszcze raz zapytała mnie kiedy mogę przyjechać. Mam z tym pewien problem. Na profilu miałam napisane, że jestem dostępna od czerwca, a oni chcą od maja. W maju piszę maturę, byłoby śmiesznie jakby terminy nałożyłyby się na siebie! Ponieważ ja piszę rozszerzoną maturę jedynie z angielskiego, to pisemne egzaminy mam 4,5,6 maja, ale przecież jeszcze ustna matura! Nie wiem jak to wygląda, dlatego muszę pójść jutro do dyrektora i zapytać, czy nie mogłabym zdawać ustnych w jak najszybszym terminie zaraz po pisemnych. Mam nadzieję, że się uda, bo bardzo zależy mi na tym, aby przyjechać jeszcze w maju. Maj byłby dla mnie idealny, ponieważ jak zaczęłabym w maju 2016, to skończyłabym w maju 2017, a semestry w szkole, do której chcę iść zaczynają się w styczniu i czerwcu, więc automatycznie po zakończeniu programu mogłabym pójść do szkoły. 

     Widziałam, że rodzina przeczytała moją odpowiedź, ale sami nic więcej mi nie napisali. Jeśli jutro uda mi się dowiedzieć co z maturą ustną, to napiszę do nich kiedy będę mogła do nich przyjechać. Niby mam jeszcze mnóstwo czasu, ale wiem, że im też zależy na ustaleniu terminu. W końcu, gdy w styczniu przyjadę do nich podpisać umowę, to na umowie będzie musiała znaleźć się data rozpoczęcia i zakończenia programu. Póki co ustaliliśmy tylko, że przyjadę do nich 3 stycznia, podpiszemy umowę, pokażą mi swój dom i okolice. Fajnie, że są tacy otwarci i będę mogła zobaczyć się z nimi przed rozpoczęciem programu. To będzie też taki test, czy na pewno dobrze wybraliśmy itd.

     Wracam do moich zajęć, nic się samo nie przygotuje na jutro! A jest dość późna godzina, trzeba też się wyspać, ale ja jak to ja, zawsze mam wewnętrzne rozterki w nocy. 

sobota, 5 grudnia 2015

JESTEM AU PAIR W SZWAJCARII!!!

PERFECT MATCH!

O BOŻE. DOSŁOWNIE. O BOŻE! KILKANAŚCIE MINUT TEMU, ODPISUJĄC NA KOLEJNY MATCH DOSTAŁAM WIADOMOŚĆ! WIADOMOŚĆ OD HF Z BAZYLEI, O KTÓRYCH TYLE SIĘ ROZPISYWAŁAM!

Dziękuję wszystkim, którzy trzymali za mnie kciuki. UDAŁO SIĘ! Zostałam wybrała spośród 10 kandydatek. Nawiązałam z rodziną cudowny kontakt, czułam, że mnie wybiorą, to coś niesamowitego. Tyle miłych słów, które skierowała w moją stronę... Ah, no sama nie wiem! Oczywiście odpisałam, że jestem bardzo zadowolona i dziękuję za wybranie mnie. Mamy się spotkać u niej 3 stycznia, by móc podpisać umowę, nie mogę w to uwierzyć! Dobrze, że kupiłam dziś sukienkę, będę wyglądać jak człowiek. 

Ponieważ dalej nie mogę w to uwierzyć, jestem zachwycona, napiszę więcej innym razem. Teraz muszę ochłonąć.

Dziękuję. Dobranoc.

P.S. Muszę zmienić nazwę bloga, będę myśleć intensywnie przez noc.

środa, 2 grudnia 2015

I'm coming home!

     Tak, jadę do domu! To znaczy, tak, mieszkam w Polsce, wszystko się zgadza, ale mój dom jest tam gdzie są moi rodzice, czyli w Szwajcarii. Za 19 dni wyjeżdżam do nich na 2,5 tygodnia, do Polski wracam dopiero 8 stycznia! I jak wszystko dobrze pójdzie, jeśli host family z Bazylei mnie wybierze, to pewnie 3 stycznia pojadę się z nimi spotkać. Cały czas mam nadzieję, że mnie wybiorą, HM ma mi dać znać do końca tego tygodnia strasznie się stresuję i nie mogę doczekać! Ale powiedziałam babci, że jeżeli oni mnie nie wybiorą to znak z góry, że Stany to moje przeznaczenie. 

     Żadna z pozostałych trzech rodzin do których napisałam nie odpisała mi. Myślę, że to nawet lepiej dla mnie, nie będę robiła sobie więcej nadziei. Chociaż nie ukrywam, że z drugiej strony jest mi przykro, bo przeczytali moje aplikacje i nawet nie kliknęli "negative reply". No nic, nie ma co tego roztrząsać.


sobota, 28 listopada 2015

Pierwsze koty za płoty

     Wczoraj o godzinie 21:00 miałam rozmowę z rodziną z Bazylei. Właściwie to tylko z HM, ale myślę, że to wystarczyło. W każdym razie, jestem pod wielkim wrażeniem. Mamy wiele wspólnego, bije od niej ogromna energia, uśmiech nie schodzi jej z twarzy! Rozmawiałyśmy 45 minut, więc chyba dość długo. Szczególnie, że nasza rozmowa była bardzo naturalna i spontaniczna, a nie jakieś sztywne "pytanie-odpowiedź". 

     Powiedziała, że jest dobrej myśli, w sumie to chyba chciałaby mnie mieć jako swoją nową au pair, ale przed nią jeszcze dwie rozmowy z innymi dziewczynami. Od razu stwierdziłam, że nie ukrywam, iż jestem nimi bardzo zainteresowana, a ona na to odpowiedziała, że będziemy w kontakcie i wróci do mnie z odpowiedzią jak najszybciej. 

     Trzymajcie kciuki, bo bardzo chciałabym przeżyć z tą rodziną swój pierwszy rok bycia au pair! Pierwszy, bo nie wykluczam ponownego wyjazdu gdzieś indziej (może dorosnę do Stanów?). 

czwartek, 26 listopada 2015

Chyba jednak nie w Ameryce...

     Powiecie, że zgłupiałam, ale ostatnio myślałam o tym, czy na pewno chcę być au pair w USA. No i chyba nie... Chcę zobaczyć USA, chcę być au pair, ale czy abym na pewno dała sobie tam radę? Mam jeszcze jeden powód dlaczego nie USA - ale o tym za chwilę.

     Zacznę od tego, że Polka z Berlina, o której pisałam w poprzednim poście to jakaś małpa. Pisze ze mną po niemiecku, w dupie ma polski. 260 euro miesięcznie, opłać sobie podróż, kurs i ubezpieczenie, bo co ją to obchodzi. Jej ma być dobrze, a mi już nie musi. Także dziękujemy tej paniusi, nie będzie nikogo wykorzystywać.

     Wczoraj aplikowałam do dwóch kolejnych rodzin w Szwajcarii. Jedna spodobała mi się najbardziej i zgadnijcie co? Są mną zainteresowani! Już jutro będę miała z HM rozmowę na Skype! Jestem zachwycona. A teraz przejdźmy do szczegółów.

*HM i HD są farmaceutami. HM pracuje na 60% etatu zazwyczaj w domu, HD stałe zatrudnienie. 
*Dzieci - G 11 miesięcy, B6, B8.
*Mieli już kilka au pair.

     Rodzina szwajcarsko-austryjacka mieszka na obrzeżach Bazylei (a ja kocham Bazyleę!) w domu jednorodzinnym. Opłacają przyjazd, kurs niemieckiego (10 godzin miesięcznie), ubezpieczenie oraz wykupują bilet miesięczny na całą komunikację w Bazylei. Obowiązki to zajmowanie są małą 3 dni w tygodniu przez 6 godzin. Zaprowadzanie i odbieranie chłopców ze szkoły, czasem pomoc w kuchni, ale nie wymagają sprzątania, bo mają sprzątaczkę. Dzieci chodzą o 20:00 spać, więc super. I prawdę mówiąc, to obowiązków tyle. W sumie nie więcej niż 30 godzin pracy tygodniowo i 600 franków miesięcznie (ok. 2350zł). Żyć, nie umierać! Własny pokój z łazienką, wszystkie weekendy wolne, zabierają au pair na wakacje, wypady etc. 

     A i jeszcze to jest tylko jakieś 55km od moich rodziców! Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to będę au pair w Bazylei! Trzymajcie kciuki!

środa, 25 listopada 2015

Match #3 na AuPairWorld.com

     Wczoraj, gdy rozmawiałam z mamą na Skypie, znów dostałam wiadomość na aupairworld.com. Cieszę się, że ktoś w ogóle interesuje się moją osobą, to strasznie miłe. 

     Polka mieszkająca w Berlinie, chłopcy bliźniaki, 3 lata. Przyznam, że nawet spodobał mi się jej profil, więc po krótkiej rozmowie z mamą zdecydowałam się kliknąć "positive reply". Razem z mamą doszłyśmy do wniosku, że jeśli znajdę PM w Europie, to odpuszczę sobie USA. Chociaż dalej tak bardzo chcę tam jechać! Ale Stany nie zając. Na razie nie otrzymałam zwrotnej wiadomości od tej pani, ale przyznam, że bardzo chcę z nią porozmawiać.

     Wysłałam też aplikacje do dwóch rodzin w Szwajcarii. Może jeśli zainteresowaliby się mną, to chcieliby się spotkać pod koniec grudnia lub na początku stycznia? Jadę na święta do Szwajcarii, więc jestem skłonna pojechać się spotkać i porozmawiać z rodzinami na żywo. Gdyby zgodzili się na spotkanie, to oznaczałoby, że są w porządku, a jeśli wykręciliby się, to jakiś znak, że nie grają fair. 

     Teraz pozostaje mi czekać na odpowiedzi ze strony tych trzech rodzin. Zobaczymy jak to będzie, ale w głębi duszy chciałabym, żeby wszyscy mi podziękowali ładnie, a ja wtedy nie rezygnowałabym z myśli o Stanach.

sobota, 21 listopada 2015

Match #2 na AuPairWorld.com

     Dzisiaj miałam półtorej godziny matematyki o 8 rano w szkole. Tak. 8 godzin. Sobota. Szkoła. Matma. To było najgorsze półtorej godziny, ledwie żyłam! Co mówić o liczeniu funkcji! Co drugą sobotę mam powtórzenie do matury, tak bardzo nie chciało mi się iść, ale w końcu się zmusiłam.

     Po powrocie do domu dostałam maila, że na aupairworld.com czeka na mnie wiadomość. Od razu tam weszłam, żeby nie odwlekać. Wiadomość była od single mom z Niemiec, gdzieś tam w okolicach Hamburga. Dzieci G3 i B5. Ona zajmuje się castingami do filmów oraz ma dwie agencje modelek. W sumie nie wymaga dużo, ale zdarza jej się być kilka dni w tygodniu poza domem, a ty zajmuj się dziećmi. Także nie. Za nic nie zrezygnowałabym z czekania na matche z USA w zamian za pracę w Niemczech praktycznie 24h na dobę przez większość tygodnia.

     Jedynie co, to ta strona i te matche upewniają mnie w mojej decyzji o wyjeździe do Stanów oraz o tym, że na pewno znajdzie się ktoś, kto zechce mnie przyjąć do swojej rodziny i nie zostanę sama na lodzie. Jest to też duża szansa, żeby poćwiczyć rozmowy z rodzinami przed tymi oficjalnymi matchami z APC! I'm so excited!

piątek, 20 listopada 2015

AuPairWorld.com, 1st match?

     Coś mnie tknęło, żeby wejść dzisiaj na aupairworld.com, czyli stronę, gdzie konto mam tylko w razie czego - a tam wiadomość od brytyjskiej rodziny mieszkającej w Portugalii, czy nie chciałabym może przyjechać do nich. Ale, ale...!

     Wydają się mili, no ale dużo obowiązków, w dzień tylko 3 godziny wolnego, 2-3 babysitting tygodniowo (!), brak wolnych weekendów (serio?!), HM pracuje z domu, ale i tak wszystko robiłabym ja. Dzieci B7 i G12. I tylko 100 euro tygodniowo, zero pieniędzy na naukę, a transport sama sobie załatw. 

     Także pozdrawiam serdecznie! Podziękowałam i napisałam, że jestem póki co zainteresowana tylko USA, a dopiero gdyby się nie udało (odpukać!), to będę szukała w Europie.

niedziela, 1 listopada 2015

Listopadowy update

     Od 19 dni jestem dostępna w au pair rommie, no i jak się spodziewałam - jeszcze nikt się nie odezwał, za wcześnie, żeby ktoś potrzebował au pair na połowę czerwca, ale na razie się tym nie martwię! Dwa dni  temu dołączyłam do grupy "polskie au pair w USA" na facebooku, a co za tym idzie, dowiedziałam się wielu bardzo istotnych rzeczy, o których nie miałam wcześniej pojęcia. Przeraził mnie fakt jak dużo dziewczyn trafia do rematchów - i to nie dlatego, że mają takie widzimisię. Niektórzy Amerykanie wydają się okrutni, a poszukiwanie perfect match wcale nie jest takie łatwe. Zaczęłam mieć obawy, czy aby na pewno postąpiłam dobrze przystępując do programu au pair, bo co jeśli trafi mi się okropna rodzina *odpukać to* i się załamię? W najbliższym czasie będę musiała się pogodzić z tą myślą, że scenariusze mogą być różne. 

     Zarejestrowałam się również na aupairworld.com, gdzie do państw, które mnie interesują dodałam Wielką Brytanię i Szwajcarię. Zrobiłam to z całkowitej ciekawości i na wypadek, gdyby coś mi się odwidziało. Lepiej mieć więcej możliwości niż potem żałować, że się nic nie zrobiło. To nie tak, że ja nie chcę lecieć do Stanów, bo pragnę tego, ale wolę dmuchać na zimno. Stany to moje największe marzenie, będę robiła wszystko, żebym znalazła idealną rodzinę, ale jednak stres jest ogromny, a przecież jeszcze nic takiego nie zrobiłam! 

     W tym momencie powinnam czytać "Mistrza i Małgorzatę", przeczytałam dopiero 22 strony, a mam to przeczytać na jutro... Tylko, że ja się nie mogę skupić na czytaniu, na uczeniu się, w sumie to na niczym. Ostatnimi czasy nie mam nawet życia towarzyskiego, siedzę tylko jak głupia pod kołdrą z laptopem i robię wszystko, żeby przypadkiem się za bardzo nie wysilić. Jedyne co mnie pocieszyło na duchu, to fakt, że dziś po raz pierwszy od miesiąca spotkałam się z bratem. Nie wiem dlaczego, ale on wcale nie utrzymuje ze mną kontaktu, a poza dziadkami i chrzestną w Polsce został mi tylko on. Nie zmuszę go do widywania się, jeśli nie chce. W końcu nie jest już małym dzieckiem...

piątek, 16 października 2015

Au Pair video

     Hej! W końcu nagrałam filmik do mojego profilu na APC. Jestem całkiem zadowolona z efektów, chociaż jakość i edycja świadczy, że jestem laikiem w edytowaniu filmików. No cóż, nie we wszystkim można być najlepszym. Trzy dni męczarni, nagrywania, składania nie poszły na marne, chociaż tyle cierpliwości co straciłam, to aż szkoda gadać. 
     W środę zaczęłam nagrywać, nagrałam najpotrzebniejsze rzeczy: o mnie, dlaczego chcę być au pair, doświadczenia z dziećmi oraz zainteresowania. Półtora minutową część nagrywałam prawie godzinę, bo ciągle plątał mi się język albo zapominałam o czym chcę mówić. Wczoraj zaczęłam to montować, ale program mi nie chciał działać, myślałam, że padnę. Trzy godziny szukałam rozwiązania i w końcu pobrałam starszą wersję programu i poszło! Na szybko coś zmontowałam i odłożyłam na dzisiaj. I jak sobie obiecałam tak dziś dokończyłam wszystko. Na przerwie poszłam z koleżanką pod ratusz, gdzie na jego tle nagrałam zakończenie filmiku. Po południu brat nagrał jak jeżdżę samochodem i kiedy tylko wróciłam do domu, zabrałam się za montowanie. Myślę, że jest okej. Filmik jest naturalny, spontaniczny. Przed nagrywaniem szukałam inspiracji na YouTubie i byłam załamana, bo wszystkie filmiki, które znalazłam były takie piękne i wyreżyserowane. Ale no właśnie - wyreżyserowane. Doszłam do wniosku, że jest to za bardzo sztuczne i wykute. 
     Rano dostałam też maila z agencji, że moje dokumenty już do nich doszły, także wszystko mam już z głowy. W tym momencie muszę czekać na rodziny, ale ciągle sobie uświadamiam, że szybko to nie nastąpi. Obserwuję oferty rodzin i dopiero są na styczeń, luty, a do czerwca jeszcze daleko. 
     Napiszę jakąś aktualizację dopiero kiedy coś zacznie się dziać. Zobaczymy, może nie będzie to trwało aż tak długo? Kto wie jak będzie.

środa, 14 października 2015

Jestem dostępna dla rodzin!

     Jestem już dostępna! Wczoraj miałam telefon z agencji, dogadałyśmy z konsultantką szczegóły, wysłałam dzisiaj wszystkie papiery pocztą (bo w sobotę okazało się, że jest krócej otwarta i się spóźniłam). O 1:30 w nocy dostałam maila z AuPairCare, że jestem już dostępna dla rodzin! Jestem niesamowicie szczęśliwa! :D
     Rozpoczęłam dziś kręcenie filmiku na stronę agencji amerykańskiej. Prawie wszystko mam nagranie, jedynie mam problem ze składaniem, bo nie pokazuje mi się obraz, nie wiem co się mogło stać. W każdym razie jeszcze nad tym popracuję.
     Mam też dodatkowe zdjęcia z kuzynem! Akurat pomagałam mu w pracy domowej, więc duży plus! Chociaż pewnie jeszcze ze dwa zdjęcia przydałyby się, może akurat komuś będę pomagać, bo jest taka możliwość w najbliższej przyszłości! ;-)
     Nie mogę się doczekać aż zrobię ten filmik do końca i zdobędę kilka zdjęć z dziećmi! To już będzie definitywny koniec mojej aplikacji, a profil będzie pełny i piękny. :-)
     Dzisiaj swoją energię idę wyładować na siłownię i dancehall! Tak mnie nosi, że innego wyjścia po prostu nie mam, muszę się ruszyć i dać kopa organizmowi.

czwartek, 8 października 2015

Pisanie family letter

     Od dwóch dni mam skompletowane dokumenty, ale co z tego? Muszę je jeszcze wysłać do agencji, a nie odebrałam jeszcze od cioci ksera Międzynarodowego Prawa Jazdy. Gapa, zapomniałam o tym! Jak najszybciej muszę się do niej wybrać, żeby móc wysłać wszystko co trzeba. Mam nadzieję, że zrobię to do jutra, nie lubię tak wszystkiego odkładać na później.
     Zaczęłam pisać family letter. Jak mi idzie? No cóż, mam już całą stronę w Wordzie, gdzie opisuję siebie, swoją rodzinę, jakie są moje zainteresowania, co lubię robić w wolnym czasie, parę zdań o każdym z dzieci, którymi się zajmowałam, jakie mam obowiązki w domu i póki co to wszystko co mam. Muszę jeszcze napisać dlaczego chcę zostać au pair i dlaczego warto mnie wybrać. Myślę, że taki list jest fajny na sprawdzenie swoich umiejętności w języku angielskim. Po napisaniu całego listu muszę dać sobie chwilę czasu, znów go przeczytać i wyłapać jak najwięcej błędów (o ile takie będą). To również duża możliwość do przypomnienia sobie dużej ilości słówek, do nauczenia się nowych, ogólnie do sprawdzenia siebie. 
     Ciekawa jestem, kiedy po uzupełnieniu wszystkich informacji będę dostępna dla rodzin. Chociaż skoro i tak nie śpieszy mi się, to nie powinnam zamartwiać się takimi błahostkami. W tym momencie muszę poświęcić się szkole. Myślę, że nie jest źle. Staram się zaliczać wszystko jak najlepiej potrafię. 
     Na dzień dzisiejszy to tylko taka aktualizacja na jakim etapie jestem. Pewnie odezwę się po uzupełnieniu profilu na APC albo po zatwierdzeniu wszystkiego.

wtorek, 6 października 2015

Dokumenty skompletowane

     Przyszłam z aktualizacją tego, co się u mnie dzieje. Mianowicie, dziś byłam w Urzędzie Wojewódzkim i od ręki wyrobili mi Międzynarodowe Prawo Jazdy - a takie rzeczy się chwali. Posiadając już MPJ, mogę stwierdzić, że mam już wszystko skompletowane. Trochę to trwało, ale przeziębienie mnie trochę rozstroiło. Jutro zeskanuję i skseruję MPJ, i wyślę wszystkie dokumenty pocztą do agencji. 
     Co dalej? Muszę jeszcze dodać 5 zdjęć na Au Pair Care i napisać family letter, na co w tym momencie nie mam czasu. W tym tygodniu czekają na mnie dwa sprawdziany, kartkówka i wypracowanie, bo przecież nie mam co robić tylko się uczyć. Ach, no i jeszcze na spokojnie muszę nakręcić filmik o sobie. Świetnie, kupię sobie dodatkowy czas. Może sprzedadzą mi go w spożywczym, co za ironia losu.
     Jestem trochę zestresowana faktem, że zapewne w przyszłym tygodniu będę dostępna dla rodzin, chociaż i tak w najbliższym czasie nikt się nie odezwie, skoro chcę lecieć dopiero w czerwcu. Mimo wszystko wiem, że rodziny amerykańskie będą przeglądać mój profil, a to przyprawia mnie o zawrót głowy. Będę tak blisko wyjazdu, a jednak tak daleko. To jest naprawdę przerażające.

czwartek, 1 października 2015

Well done!

     ... I tu wcale nie chodzi o dobrze wysmażonego steka! Jestem strasznie zmęczona po dzisiejszej wyprawie do Lublina. Niecałe 85km drogi bus przejechał w 1,5 godziny, rekordowo! Chyba jeszcze nigdy tak długo nie jechałam do i z Lublina. A co poza tym? Jestem już po rozmowie w języku angielskim. Jeszcze przed wyjazdem stresowałam się tak bardzo, że musiałam wziąć pastylki uspakajające! Ale nie było tak źle. Spotkanie trwało 15, może 17 minut. Rozmowa składała się z 30 pytań, na wiele z nich trzeba było tylko odpowiedzieć "tak/nie". 
     Poza tym, korzystając z okazji, że byłam już w Lublinie, zdecydowałam się przejść po centrach handlowych. Ja jak to ja, poszłam do Inglota i zakupiłam pięć cieni z serii freedom system. Oczywiście mam stoisko Inglota w swoim mieście, ale musiałam się zaopatrzyć w te cienie, które nie są u mnie dostępne. Kupiłam również mój ulubiony lakier do paznokci, którego dawno nie mogłam dorwać w Internecie. Essie - Bahama Mama - gdzie Essie jest właśnie w Superpharmie na promocji -30% i lakier wyniósł mnie tylko 25zł. 
     Musiałam również poprawić kilka informacji w au pair room na stronie agencji amerykańskiej, czeka mnie jeszcze napisanie family letter, muszę błagać ludzi o odszukanie zdjęć, na których jestem z dziećmi, a jutro czeka mnie wyprawa do fotografa i Wydziału Komunikacji w Urzędzie Wojewódzkim, gdzie mam wyrobić Międzynarodowe Prawo Jazdy. Wydaje mi się, że jak załatwię te rzeczy, to będę mieć już wszystko i zostanie mi jedynie wysłać skompletowane dokumenty, zatwierdzić profil na stronie amerykańskiej i to byłby koniec. Potem kwestia szukania rodziny, ale z tym wcale mi się nie śpieszy ze względu na to, że planuję wylot na czerwiec 2016.

środa, 30 września 2015

To już jutro

     Wszystko wychodzi na to, że jednak sprawy nabierają prędkości. Chociaż może nie do końca? Dzisiejszy dzień spędzam w łóżku, w towarzystwie zacnych przyjaciół - leków. Dziś powinnam zamknąć wszystkie sprawy z referencjami (o ile dane będzie mi się spotkać z ciotką), muszę iść zeskanować te papiery, ale tak mi się nie chce! Najchętniej nie robiłabym nic, ale nie mogę sobie na to pozwolić. Żeby jeszcze wszystko było takie "och, ach, super", jakąś godzinę temu dostałam maila potwierdzającego spotkanie z rozmową w języku angielskim, która ma odbyć się jutro w Lublinie. Rewelacja. Pojadę sobie chora, pójdę na to spotkanie, spotkam się z najlepszą przyjaciółką i wrócę pewnie jeszcze bardziej chora, ale jak mus to mus. Muszę jeszcze napisać do agencji, że jestem już umówiona na spotkanie. 
     Mam tylko problem ze zdjęciami do au pair room. Z jedną dziewczynką nie mam żadnych zdjęć, nigdy sobie nie z nią nie robiłam, więc odpada. Chrzestna ma zdjęcia moje z kuzynem, ale wywiozła swojego laptopa hen daleko i nie wiem, kiedy dostanę te zdjęcia. Dziś powinnam mieć zdjęcia z jednym chłopcem, którym się zajmowałam, ale o ile dobrze pamiętam mam tylko jedno takie. Zajmując się tymi dziećmi, nigdy nie sądziłam, że będę potrzebowała kiedykolwiek zdjęć z nimi. Póki co dodałam 5 zdjęć: moje, z bratem i rodziną. Będzie ciężko.
     Wydaje mi się, że po jutrzejszym spotkaniu będę miała już wszystko, co potrzebuję. Chociaż dalej nie jestem pewna co do kwestii międzynarodowego prawa jazdy. Czytałam, że jest ważne tylko 3 lata, a w USA można z nim jeździć do 6 miesięcy, ale czy to dobry czas na wyrobienie? Czy powinnam jeszcze chwilę poczekać? Ja zdecydowanie wolałabym to załatwić może w kwietniu, nie potrzebuję tego prawa jazdy w tym momencie, lepiej mieć "świeże". Jednak nie wiem jak dokładnie wygląda to w agencji, chyba muszę zadzwonić i dopytać się.

wtorek, 29 września 2015

Kryzys

     Plan miał wyglądać tak, że miałam postarać się załatwić wszystkie dokumenty jak najszybciej, a wyszło jak zawsze. Będę mieć trzy referencje opieki nad dziećmi, ale oczywiście weź się człowieku umów tak, żeby wszystkim pasowało. Z jedną z Pań jestem umówiona, do drugiej nie mogę się dodzwonić, a chrzestna jak zwykle zapomina. Za każdym razem, gdy jestem u cioci o wszystkim zapominamy. Plotki pochłaniają nas całkowicie. Poza tym mam już wszystko, czekam jeszcze na interview, które nie wiem kiedy się odbędzie. Chciałam to spiąć w jak najbardziej możliwie krótkim czasie, ale widocznie tak się nie da. 
     Na dodatek wszystkiego - rozłożyło mnie. Wczoraj wieczorem leżałam z bólem gardła i stanem podgorączkowym. Rano wstałam z tak palącym gardłem, że miałam ochotę zostać w domu, ale z drugiej strony nie chcę mieć zaległości w szkole, zebrałam się i dzielnie pomaszerowałam do szkoły. Jednak szybko tego żałowałam. Wytrwałam jakoś sześć lekcji i jak najszybciej wróciłam do domu. W tym momencie siedzę otoczona wszystkimi możliwymi lekami. Mam zamiar pójść zaraz do lekarza, a w drodze powrotnej muszę zajść do drukarni i zeskanować dokumenty, które już mam i wysłać do Pani z agencji. 
     Mam nadzieję, że szybko wyzdrowieję i nie będę musiała leżeć w domu, bo to żadna przyjemność przepisywać później notatki i nadrabiać sprawdziany. Nawet jeśli nie planuję iść na studia, na które wymagają matury, to i tak wypadałoby ją zdać... 

środa, 23 września 2015

Etap kompletowania dokumentów

     Nie sądziłam, że to tak szybko będzie się działo! Jestem już na etapie kompletowania wszystkich dokumentów, tj. referencji opieki nad dziećmi, charakteru i formularza zdrowotnego. Jutro jeśli wszystko pójdzie tak jak chcę, to pójdę do lekarza z formularzem zdrowotnym i pójdę do sądu po zaświadczenie o niekaralności. Od razu przydałoby się pójść zeskanować paszport i prawo jazdy, ale ponieważ czeka mnie również wizyta u dentysty, to nie wiem czy się ze wszystkim wyrobię. W dodatku nie wiem, czy jutro po południu przyjmuje mój lekarz rodzinny, wszystko się okaże. Na dzień dzisiejszy mam mieszane emocje, ale widzę, że coraz mniej się stresuję, a to dobrze. 
     Jak na razie muszę brać się za czytanie lektur, ale nie mogę się skupić ze względu organizacyjnych. Moją głowę zaprząta jeszcze spotkanie w Lublinie, czyli interview po angielsku, na które muszę się umówić, ale w dalszym ciągu nie otrzymałam maila z danymi kontaktowymi osoby, z którą mam się skontaktować. Muszę uzbroić się w cierpliwość!

sobota, 19 września 2015

O krok bliżej

     W czwartek dostałam już umowę. Od razu przeczytałam ją, podpisałam i niezwłocznie wysłałam wczoraj z rana. Przyznam szczerze, że dopiero teraz zaczynam się stresować, ale cieszę się, że postanowiłam wcześniej załatwić wszystkie sprawy papierkowe. Gdybym zabrała się za to w styczniu, pewnie bym się nie wyrobiła. Teraz już jestem przytłoczona nauką, a co mówić jak będzie w styczniu. 
     Razem z mamą bardzo się cieszymy, od kiedy powiedziałam jej o mojej decyzji, bardzo mnie wspiera. Trochę inaczej jest z tatą, który chciałby mnie wspierać, ale boi się. Cały czas opowiada, co na tym świecie się dzieje etc, ale przecież nie jestem w stanie przewidzieć co ze mną będzie. Moi rodzice mieszkają w Szwajcarii i gdyby nie USA, to po maturze pojechałabym tam i kto powiedział, że tam się coś nie stanie? Ja chcę realizować swoje marzenia, najpierw au pair w Stanach, potem szkoła wizażu, a co będzie dalej, to się okaże. 
     Wszyscy mnie pytają, co mnie skłoniło do podjęcia decyzji o wyjeździe do Stanów. Przede wszystkim od zawsze marzyłam o zwiedzeniu tego kraju, coś mnie tam ciągnie, ale raczej nie chciałabym tam mieszkać na zawsze. Poza tym, to jest duży krok do usamodzielnienia się, do bycia w 100% odpowiedzialnym. O au pair dowiedziałam się od koleżanki, która sama wyjechała tak do Anglii i już tam została. Potem dowiedziałam się, że moja chrzestna była au pair 14 lat temu! Wiedziałam, że podczas studiów była w Niemczech, ale nie zdawałam sobie sprawy, że była au pair. Dzięki niej zgłębiłam wszystko o au pair, a że lubię dzieci, sama postanowiłam się wybrać do USA.

     Teraz czekam aż umowa dojdzie. Potem kolejne kroki przede mną. Już nie mogę się doczekać!

środa, 16 września 2015

Od początku

Kim jestem? 
 
     Nazywam się Zuza, pochodzę z Lubelszczyzny i w maju czeka mnie matura. Postanowiłam po raz kolejny założyć bloga-pamiętnik, ponieważ zaraz po maturze planuję wyjazd do Stanów Zjednoczonych na program au pair. Chcę zachować tego bloga jako pamiątkę, wspomnienia, do których będę mogła zawsze wrócić. Póki co psychicznie się nastawiam na opuszczenie kraju, bo nawet jeśli nie au pair, to po maturze wyjadę do Szwajcarii, gdzie mieszkają moi rodzice. Jednak moim największym marzeniem jest zwiedzenie Stanów, dlatego tak bardzo zależy mi na wyjeździe jako au pair. Uwielbiam dzieci i to byłaby dla mnie świetna okazja, żeby się rozwinąć. Może akurat ułożę sobie tam życie i zostanę na stałe? A może nic nie wyjdzie i po roku będę musiała wracać? Jeśli wrócę to tylko i wyłącznie do Szwajcarii. Tam zamieszkałabym z rodzicami i podęła się pracy oraz szkole wizażu, ponieważ to właśnie wizażystką chcę zostać, kiedy wszystko w życiu sobie poukładam. 
     Na dzień dzisiejszy muszę się przykładać do nauki, matura zbliża się wielkimi krokami. Innymi celami objętymi przeze mnie jest utrata 22kg do września. Jestem na ścisłej diecie od trzech tygodni, a już spadło 5kg. Od października chcę pójść jeszcze na siłownię, żeby nie mieć później obwisłej skóry. Wydaje mi się, że jestem za młoda, żeby zniszczyć sobie życie i być nieatrakcyjną. 

     Będę pisała o każdej zmianie w życiu, o każdym kroku proceduralnym au pair. Mam nadzieję, że cała papierkowa robota nie zajmie mi dużo czasu. Na razie czekam na telefon od konsultantki z agencji. Nie mogę się doczekać, chociaż z drugiej strony trochę się stresuję.
 
Do napisania!