sobota, 30 stycznia 2016

Jak zostać au pair w Szwajcarii?

     W ostatnim poście opisałam wam mniej więcej jak znalazłam swoją rodzinkę. Tym razem opiszę jak mniej więcej wygląda to od strony papierkowej, gdy już mamy wybraną rodzinę. Generalnie nie jestem świadoma wszystkiego, co muszą zrobić moi hości, a co ja będę musiała zrobić po przylocie, ale już od samego początku hostka starała się powiedzieć mi co i jak. Teraz moja kolej, by opowiedzieć to wam, bo może jest w śród was, kogo interesuje wyjazd jako au pair właśnie do Szwajcarii.

     Po znalezieniu idealnej rodziny, a przed przyjazdem przyszła au pair musi jedynie podpisać kontrakt, który wygląda jak typowy kontrakt zawarcia umowy o pracę. Jednak to rodzina musi zgłosić nas do gminy, gdzie uzyskiwane jest pozwolenie. W moim przypadku jest to pozwolenie na rok (niektóre kantony wydają pozwolenia na dwa lata). Po przylocie rodzina ma obowiązek nas zameldować. Jeśli tego nie zrobi, a wyjdzie to na jaw, obie strony poniosą ogromne konsekwencje (słyszałam, że mogą zabrać pozwolenie au pair). Kolejnym z wymogów gminy jest uczęszczanie na kurs języka. Pewnie pomyślicie sobie - a kto się dowie, że nie poszłam na kurs? A no dowie się. Rodzina musi przedstawić gminie rachunki opłacania kursu, a przecież na darmo płacić nie będą, prawda?

     Czyli co? Nie ma się o co martwić? No generalnie, to nie. Większość odpowiedzialności w przypadku Szwajcarii spada na rodzinę, chociaż niepowiedziane, że po przylocie nie będę musiała się podpisać tu i ówdzie, żeby gmina posiadała jakiś dowód. 

     Nie tak trudno zostać au pair w Szwajcarii, trzeba po prostu znaleźć perfect match i cieszyć się z nowego życia. Więc jeśli ktoś się zastanawia, to nie ma nad czym! :)


niedziela, 24 stycznia 2016

Jak znalazłam swoją host family?

     Większość z tych informacji znajduje się w kilku postach z grudnia, ale myślę, że warto zamieścić w jednym poście. Najważniejsze punkty bez większego rozpisywania się (postaram się, ale nie obiecuję!). 

  1. Rodzinki szukałam na aupairworld.com (strona bez opłat agencyjnych, generalnie ciężko znaleźć tam kogoś uczciwego, ale mi się jakoś udało).
  2. Moja rodzinka mieszka na obrzeżach Bazylei w Szwajcarii (granica szwajcarsko-niemiecko-francuska).
  3. HM jest z Austrii, HD ze Szwajcarii, trójka dzieci G1, B5, B8.
  4. Szukali swojej kolejnej (3 już) au pair na maj, ja w profilu miałam od czerwca, dlatego musiałam przejrzeć cały katalog rodzin nim ich znalazłam.
  5. Kiedy przeczytałam ich profil wiedziałam, że to jest to! Po rozmowie z mamą postanowiłam napisać do nich wiadomość.
  6. Szybko dostałam odpowiedź, że są bardzo zainteresowani. Wymieniłam z hostką kilka wiadomości, umówiłyśmy się na rozmowę na Skypie, która odbyła się już 2 dni później.
  7. Rozmowa przebiegła pozytywnie, chociaż byłam zestresowana. Śmiałyśmy się, gadałyśmy jakbyśmy się już trochę znały. Bardzo pozytywne wrażenia, normalna rodzinka, powiedziałam, że nie ukrywam, iż jestem zainteresowana. Miała jeszcze dwie rozmowy z innymi dziewczynami i obiecała się odezwać jak najszybciej.
  8. Po tygodniu dostałam wiadomość, że jeśli jestem zainteresowana, chcieliby, żebym została ich kolejną au pair.
  9. Ponieważ mam rodziców w Szwajcarii i tam spędzałam święta, umówiłam się z HF na spotkanie, by upewnić się w swoim wyborze. Na rozmowę pojechałam z rodzicami, którzy szybko pojechali, a ja zostałam do końca dnia. Spędziłam z nimi wspaniały czas i nie żałuję mojej decyzji. 
  10. Od dnia spotkania przez prawie 2 tygodnie dzień w dzień wymieniałam maile z hostem. Potwierdziłam chęć zostania ich au pair, podziękowałam za wszystko. Szybko dostałam kontrakt i od razu kupili mi bilet na lot, który wybrałam. 


     W tym momencie jedynie co, to muszę skupić się na nauce, zdać maturę i 16 maja lecę! AHOJ, PRZYGODO!

piątek, 22 stycznia 2016

W czepku urodzona

     Komu nie powiem, że lecę w maju do Szwajcarii, by na rok móc stać się częścią czyjejś rodziny - ten nie dowierza. Zauważyłam jak mały procent ludzi w moim społeczeństwie wie, co to au pair. Najbliższych starałam się doinformować jak najlepiej potrafiłam (chociaż babcie i tak wiedzą swoje!). Jednak są tacy, którzy po przetrawieniu dużej ilości informacji otwierają oczy ze zdumienia i są w szoku, że coś takiego w ogóle jest. A dodaj, że to nie wytwór dzisiejszej cywilizacji - w końcu program ma swoje początki w latach 60. Jeśli znajdę już takiego, co zaakceptuje myśl o au pair i dowie się czegoś o mojej host family, to znów zdziwienie. 

     "Dziewczyno, jesteś w czepku urodzona!" czy "Bóg musi nad Tobą czuwać" to najczęstsze zdania, które słyszę. Nie ma co ukrywać, że rodzina trafiła mi się cudowna. Wiem, że nie warto chwalić dnia przed zachodem słońca, ale skoro już ich poznałam to mam jakiś zarys, prawda? Ludzie są dobrze usytuowani, źle na pewno nie będę mieć. Kiedy wybrałam już lot i napisałam to hostowi, to jeszcze tego samego dnia kupił mi bilet na samolot (i wykupił większy bagaż! ♥). Napisał mi też, że jak tylko przyjadę to zajmie się założeniem mi konta w banku, a w lutym ma zapisać mnie na kurs języka niemieckiego (wcześniej zrobiłam test językowy, który wskazał, że jestem na poziome A2 - rozumienie i komunikowanie się na poziomie podstawowym, tj. sytuacje dnia codziennego). 

     Mam rozumieć, że nie ma się o co martwić, wszystko będzie ok? Oby tak było, gdy już przylecę. Dam z siebie wszystko, żeby byli ze mnie zadowoleni! I mam nadzieję, że vice versa... ;)

wtorek, 19 stycznia 2016

Najlepszy Au Pair Blog 2016

     Zgłosiłam swój blog do konkursu organizowanego przez biuro au pair Prowork (tak, to biuro, z którego początkowo organizowałam wyjazd do USA). Po wszystkie szczegóły odsyłam do strony -> KLIK

     Tu nie chodzi ani o nagrody, ani o tytuł, myślę, że jest to świetna zabawa i jakieś postanowienie w byciu systematycznym na blogu! A gdy już wyjadę, to będzie o czym pisać. 

     Do konkursu chciałam zgłosić się na samym początku, ale pomyślałam sobie - "nieee, po co?". Zdecydowałam się ostatecznie to zrobić, gdy dostałam tweeta od Prowork z propozycją zgłoszenia się. Wtedy dotarło do mnie, że to wcale niegłupi pomysł i fajnie zrobić czasem coś innego. Szczególnie, że ja lubię tego typu wyzwania (tak jak teraz wyzwaniem jest pisać na klawiaturze mając długie paznokcie!). 


poniedziałek, 11 stycznia 2016

Lecę w maju!

     Lecę, lecę, lecę! Host jest tak zaangażowany, że aż serce się rozpływa z wdzięczności. Wczoraj wysłał mi kilka maili z możliwościami lotu. Ja już wybrałam. Lecę 16 maja z lotniska Chopina w Warszawie na lotnisko Basel-Mulhouse-Freiburg. Wybrałam tę opcję, bo mam dobre połączenie przejazdowe z Warszawą, a ze Śródmieścia jeździ pociąg prosto na lotnisko. Generalnie miałam zacząć pracę 16 maja, a opóźni się do jeden dzień przez mój lot, ale 14 maja nie leci nic co interesowałoby nas, a 15 maja jedynie z Krakowa, a tam dostać się ode mnie w niedzielę graniczyłoby z cudem. Plan jest taki, że 16 maja ok. godziny 4:00 rano pojadę busem do Warszawy (gdzie powinnam być ok. 8:00) i stamtąd udać się na pociąg, który podejrzewam kursuje co jakiś czas, a jechać ma ok. 25 minut. Jeśli dotarłabym na lotnisko o godzinie 9, to byłaby ponad 5 godzin przed odlotem. Ale... Nigdy nie leciałam samolotem, a poza tym będę sama jak palec, więc wolałabym mieć więcej czasu i pokręcić się po strefie bezcłowej niżeli stresować się, że coś mi się nie uda.
     Zaraz wybieram się na pocztę, żeby wysłać podpisany kontrakt. Poza tym jutro muszę wysłać skan zdjęcia do paszportu i jeszcze dziś czeka mnie 20-minutowy test online z niemieckiego, który przyporządkowuje do poziomu zaawansowania, a dzięki temu host będzie mógł zapisać mnie na zajęcia na moim poziomie. Myślę, że to bardzo fajna opcja, bo nie będę musiała sama chodzić po szkołach i szukać igły w stogu siana. 


poniedziałek, 4 stycznia 2016

Przecudowna host family

      Dzisiaj mamy 4 stycznia. Jakie więc wnioski? Wczoraj byłam u mojej przyszłej HF! To najwspanialsi ludzie, jakich do tej pory poznałam. Ciepli, serdeczni, uśmiechnięci. Całą swoją uwagę poświęcają rozwojowi dzieci. Pokazali mi dom (o rety! mieszkają w dzielnicy willowej, a dom cud, miód!), mój pokój jest świetny - en suite, więc jest to duży plus, że nie będę musiała się nigdzie szlajać po domu, żeby pójść w nocy do łazienki. Generalnie - 7 pokoi, 3 łazienki, kuchnia z jadalnią, toaleta dla gości, duży składzik i pokój zabaw dla dzieci. Mają telewizor z czasów dawnych, który nie działa, a komputery są tylko dwa, ale dzieci z nich nie korzystają, bo są to komputery służbowe HM. 
     Dzieci są kochane. Bardzo się polubiliśmy, chłopcy R. i T. pytali mnie czy przyjadę następnego dnia, czy mogę już z nimi zostać, czy oni mogą przyjechać do mnie. Bawiliśmy się klockami Lego i budowaliśmy różne konstrukcje. R. uwielbia czytać, książek ma niezliczoną ilość, lubi też zagadki, które sam wymyśla. Nikt ich nie rozumie, ale wszyscy się śmieją, co było mega urocze. T. jest fanem Kubusia Puchatka, to jego ulubiona postać z książek. Chłopcy mówią po angielsku lepiej niż ja, jestem w dużym szoku, a mają tylko 8 i 5 lat. Dziewczynka X. na początku była bardzo nieśmiała, ale po drzemce od razu się rozweseliła, przychodziła do mnie, chciała, żebym trzymała ją na rękach. Póki co nie chodzi dobrze, mówi tylko parę słów, bo ma tylko roczek, myślę, że jak przyjadę w maju będzie dużo lepiej.
     Do HF przywieźli mnie rodzice, którzy posiedzieli chwilę i pojechali. Ja zostałam do wieczora. Oprowadzili mnie po okolicy, świetna mała, cicha miejscowość. Potem zjedliśmy obiad i pojechaliśmy do centrum Bazylei, gdzie poszliśmy na kawę, a na koniec sami kupili mi bilet na pociąg. Jestem zachwycona, nie mogę powiedzieć o nich nic złego. Chcieli mi też dać maile do ich byłej au pair z Anglii i obecnej z Finlandii (nie zastałam jej wczoraj, bo dopiero w nocy miała wrócić do domu). Wydaje mi się, że nie potrzebuję do nich maili, nie mam żadnych wątpliwości. 

     Podsumowując jednym zdaniem - TO ZDECYDOWANIE MÓJ PERFECT MATCH.