środa, 30 września 2015

To już jutro

     Wszystko wychodzi na to, że jednak sprawy nabierają prędkości. Chociaż może nie do końca? Dzisiejszy dzień spędzam w łóżku, w towarzystwie zacnych przyjaciół - leków. Dziś powinnam zamknąć wszystkie sprawy z referencjami (o ile dane będzie mi się spotkać z ciotką), muszę iść zeskanować te papiery, ale tak mi się nie chce! Najchętniej nie robiłabym nic, ale nie mogę sobie na to pozwolić. Żeby jeszcze wszystko było takie "och, ach, super", jakąś godzinę temu dostałam maila potwierdzającego spotkanie z rozmową w języku angielskim, która ma odbyć się jutro w Lublinie. Rewelacja. Pojadę sobie chora, pójdę na to spotkanie, spotkam się z najlepszą przyjaciółką i wrócę pewnie jeszcze bardziej chora, ale jak mus to mus. Muszę jeszcze napisać do agencji, że jestem już umówiona na spotkanie. 
     Mam tylko problem ze zdjęciami do au pair room. Z jedną dziewczynką nie mam żadnych zdjęć, nigdy sobie nie z nią nie robiłam, więc odpada. Chrzestna ma zdjęcia moje z kuzynem, ale wywiozła swojego laptopa hen daleko i nie wiem, kiedy dostanę te zdjęcia. Dziś powinnam mieć zdjęcia z jednym chłopcem, którym się zajmowałam, ale o ile dobrze pamiętam mam tylko jedno takie. Zajmując się tymi dziećmi, nigdy nie sądziłam, że będę potrzebowała kiedykolwiek zdjęć z nimi. Póki co dodałam 5 zdjęć: moje, z bratem i rodziną. Będzie ciężko.
     Wydaje mi się, że po jutrzejszym spotkaniu będę miała już wszystko, co potrzebuję. Chociaż dalej nie jestem pewna co do kwestii międzynarodowego prawa jazdy. Czytałam, że jest ważne tylko 3 lata, a w USA można z nim jeździć do 6 miesięcy, ale czy to dobry czas na wyrobienie? Czy powinnam jeszcze chwilę poczekać? Ja zdecydowanie wolałabym to załatwić może w kwietniu, nie potrzebuję tego prawa jazdy w tym momencie, lepiej mieć "świeże". Jednak nie wiem jak dokładnie wygląda to w agencji, chyba muszę zadzwonić i dopytać się.

wtorek, 29 września 2015

Kryzys

     Plan miał wyglądać tak, że miałam postarać się załatwić wszystkie dokumenty jak najszybciej, a wyszło jak zawsze. Będę mieć trzy referencje opieki nad dziećmi, ale oczywiście weź się człowieku umów tak, żeby wszystkim pasowało. Z jedną z Pań jestem umówiona, do drugiej nie mogę się dodzwonić, a chrzestna jak zwykle zapomina. Za każdym razem, gdy jestem u cioci o wszystkim zapominamy. Plotki pochłaniają nas całkowicie. Poza tym mam już wszystko, czekam jeszcze na interview, które nie wiem kiedy się odbędzie. Chciałam to spiąć w jak najbardziej możliwie krótkim czasie, ale widocznie tak się nie da. 
     Na dodatek wszystkiego - rozłożyło mnie. Wczoraj wieczorem leżałam z bólem gardła i stanem podgorączkowym. Rano wstałam z tak palącym gardłem, że miałam ochotę zostać w domu, ale z drugiej strony nie chcę mieć zaległości w szkole, zebrałam się i dzielnie pomaszerowałam do szkoły. Jednak szybko tego żałowałam. Wytrwałam jakoś sześć lekcji i jak najszybciej wróciłam do domu. W tym momencie siedzę otoczona wszystkimi możliwymi lekami. Mam zamiar pójść zaraz do lekarza, a w drodze powrotnej muszę zajść do drukarni i zeskanować dokumenty, które już mam i wysłać do Pani z agencji. 
     Mam nadzieję, że szybko wyzdrowieję i nie będę musiała leżeć w domu, bo to żadna przyjemność przepisywać później notatki i nadrabiać sprawdziany. Nawet jeśli nie planuję iść na studia, na które wymagają matury, to i tak wypadałoby ją zdać... 

środa, 23 września 2015

Etap kompletowania dokumentów

     Nie sądziłam, że to tak szybko będzie się działo! Jestem już na etapie kompletowania wszystkich dokumentów, tj. referencji opieki nad dziećmi, charakteru i formularza zdrowotnego. Jutro jeśli wszystko pójdzie tak jak chcę, to pójdę do lekarza z formularzem zdrowotnym i pójdę do sądu po zaświadczenie o niekaralności. Od razu przydałoby się pójść zeskanować paszport i prawo jazdy, ale ponieważ czeka mnie również wizyta u dentysty, to nie wiem czy się ze wszystkim wyrobię. W dodatku nie wiem, czy jutro po południu przyjmuje mój lekarz rodzinny, wszystko się okaże. Na dzień dzisiejszy mam mieszane emocje, ale widzę, że coraz mniej się stresuję, a to dobrze. 
     Jak na razie muszę brać się za czytanie lektur, ale nie mogę się skupić ze względu organizacyjnych. Moją głowę zaprząta jeszcze spotkanie w Lublinie, czyli interview po angielsku, na które muszę się umówić, ale w dalszym ciągu nie otrzymałam maila z danymi kontaktowymi osoby, z którą mam się skontaktować. Muszę uzbroić się w cierpliwość!

sobota, 19 września 2015

O krok bliżej

     W czwartek dostałam już umowę. Od razu przeczytałam ją, podpisałam i niezwłocznie wysłałam wczoraj z rana. Przyznam szczerze, że dopiero teraz zaczynam się stresować, ale cieszę się, że postanowiłam wcześniej załatwić wszystkie sprawy papierkowe. Gdybym zabrała się za to w styczniu, pewnie bym się nie wyrobiła. Teraz już jestem przytłoczona nauką, a co mówić jak będzie w styczniu. 
     Razem z mamą bardzo się cieszymy, od kiedy powiedziałam jej o mojej decyzji, bardzo mnie wspiera. Trochę inaczej jest z tatą, który chciałby mnie wspierać, ale boi się. Cały czas opowiada, co na tym świecie się dzieje etc, ale przecież nie jestem w stanie przewidzieć co ze mną będzie. Moi rodzice mieszkają w Szwajcarii i gdyby nie USA, to po maturze pojechałabym tam i kto powiedział, że tam się coś nie stanie? Ja chcę realizować swoje marzenia, najpierw au pair w Stanach, potem szkoła wizażu, a co będzie dalej, to się okaże. 
     Wszyscy mnie pytają, co mnie skłoniło do podjęcia decyzji o wyjeździe do Stanów. Przede wszystkim od zawsze marzyłam o zwiedzeniu tego kraju, coś mnie tam ciągnie, ale raczej nie chciałabym tam mieszkać na zawsze. Poza tym, to jest duży krok do usamodzielnienia się, do bycia w 100% odpowiedzialnym. O au pair dowiedziałam się od koleżanki, która sama wyjechała tak do Anglii i już tam została. Potem dowiedziałam się, że moja chrzestna była au pair 14 lat temu! Wiedziałam, że podczas studiów była w Niemczech, ale nie zdawałam sobie sprawy, że była au pair. Dzięki niej zgłębiłam wszystko o au pair, a że lubię dzieci, sama postanowiłam się wybrać do USA.

     Teraz czekam aż umowa dojdzie. Potem kolejne kroki przede mną. Już nie mogę się doczekać!

środa, 16 września 2015

Od początku

Kim jestem? 
 
     Nazywam się Zuza, pochodzę z Lubelszczyzny i w maju czeka mnie matura. Postanowiłam po raz kolejny założyć bloga-pamiętnik, ponieważ zaraz po maturze planuję wyjazd do Stanów Zjednoczonych na program au pair. Chcę zachować tego bloga jako pamiątkę, wspomnienia, do których będę mogła zawsze wrócić. Póki co psychicznie się nastawiam na opuszczenie kraju, bo nawet jeśli nie au pair, to po maturze wyjadę do Szwajcarii, gdzie mieszkają moi rodzice. Jednak moim największym marzeniem jest zwiedzenie Stanów, dlatego tak bardzo zależy mi na wyjeździe jako au pair. Uwielbiam dzieci i to byłaby dla mnie świetna okazja, żeby się rozwinąć. Może akurat ułożę sobie tam życie i zostanę na stałe? A może nic nie wyjdzie i po roku będę musiała wracać? Jeśli wrócę to tylko i wyłącznie do Szwajcarii. Tam zamieszkałabym z rodzicami i podęła się pracy oraz szkole wizażu, ponieważ to właśnie wizażystką chcę zostać, kiedy wszystko w życiu sobie poukładam. 
     Na dzień dzisiejszy muszę się przykładać do nauki, matura zbliża się wielkimi krokami. Innymi celami objętymi przeze mnie jest utrata 22kg do września. Jestem na ścisłej diecie od trzech tygodni, a już spadło 5kg. Od października chcę pójść jeszcze na siłownię, żeby nie mieć później obwisłej skóry. Wydaje mi się, że jestem za młoda, żeby zniszczyć sobie życie i być nieatrakcyjną. 

     Będę pisała o każdej zmianie w życiu, o każdym kroku proceduralnym au pair. Mam nadzieję, że cała papierkowa robota nie zajmie mi dużo czasu. Na razie czekam na telefon od konsultantki z agencji. Nie mogę się doczekać, chociaż z drugiej strony trochę się stresuję.
 
Do napisania!