Powiecie, że zgłupiałam, ale ostatnio myślałam o tym, czy na pewno chcę być au pair w USA. No i chyba nie... Chcę zobaczyć USA, chcę być au pair, ale czy abym na pewno dała sobie tam radę? Mam jeszcze jeden powód dlaczego nie USA - ale o tym za chwilę.
Zacznę od tego, że Polka z Berlina, o której pisałam w poprzednim poście to jakaś małpa. Pisze ze mną po niemiecku, w dupie ma polski. 260 euro miesięcznie, opłać sobie podróż, kurs i ubezpieczenie, bo co ją to obchodzi. Jej ma być dobrze, a mi już nie musi. Także dziękujemy tej paniusi, nie będzie nikogo wykorzystywać.
Wczoraj aplikowałam do dwóch kolejnych rodzin w Szwajcarii. Jedna spodobała mi się najbardziej i zgadnijcie co? Są mną zainteresowani! Już jutro będę miała z HM rozmowę na Skype! Jestem zachwycona. A teraz przejdźmy do szczegółów.
*HM i HD są farmaceutami. HM pracuje na 60% etatu zazwyczaj w domu, HD stałe zatrudnienie.
*Dzieci - G 11 miesięcy, B6, B8.
*Mieli już kilka au pair.
Rodzina szwajcarsko-austryjacka mieszka na obrzeżach Bazylei (a ja kocham Bazyleę!) w domu jednorodzinnym. Opłacają przyjazd, kurs niemieckiego (10 godzin miesięcznie), ubezpieczenie oraz wykupują bilet miesięczny na całą komunikację w Bazylei. Obowiązki to zajmowanie są małą 3 dni w tygodniu przez 6 godzin. Zaprowadzanie i odbieranie chłopców ze szkoły, czasem pomoc w kuchni, ale nie wymagają sprzątania, bo mają sprzątaczkę. Dzieci chodzą o 20:00 spać, więc super. I prawdę mówiąc, to obowiązków tyle. W sumie nie więcej niż 30 godzin pracy tygodniowo i 600 franków miesięcznie (ok. 2350zł). Żyć, nie umierać! Własny pokój z łazienką, wszystkie weekendy wolne, zabierają au pair na wakacje, wypady etc.
A i jeszcze to jest tylko jakieś 55km od moich rodziców! Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to będę au pair w Bazylei! Trzymajcie kciuki!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz