czwartek, 28 kwietnia 2016

Ostatni "naście" rok

Miałam nie pisać tego postu, ale doszłam do wniosku, że moje 19ste urodziny są dobrym pretekstem do podsumowania lat młodzieńczych i marzeń wyśnionych w dniu poprzednich urodzin. 

W moim życiu wiele się zmieniło. Zweryfikowały się niektóre "przyjaźnie", niektóre marzenia się spełniły, a do niektórych muszę jeszcze ciężko dążyć. W ciągu ostatniego roku zawiodłam się na kilku bliskich mi osobach, czego się nie spodziewałam. Najśmieszniejsze jest to, że nie było żadnego konfliktu, z dnia na dzień byłam ignorowana. Przyznam, że pierwsze dwa miesiące byłam wściekła i szukałam "zemsty", ale trzymana przez innych znajomych poradziłam sobie ze złością i odpuściłam. 

W ciągu ostatnich trzech lat zawsze miałam jedno główne marzenie, które się spełniło. Chciałam, żeby moja rodzina była szczęśliwa i mogła spokojnie żyć z dala od polskiego zgiełku. Udało się. Za kilkanaście dni i ja opuszczam tej kraj, by w końcu móc zasmakować zachodu. Wiadomo, że wakacje dały mi pewien obraz Szwajcarii, ale dopiero teraz, gdy będę tam mieszkać wszystko się okaże, bo może tak naprawdę niepotrzebnie tak wychwalałam te państwo? Ale nie o tym. Za każdym razem, gdy byłam w Baden (miasteczko z poprzedniego postu) wybierałam się nad rzekę, gdzie znajduje się oczko wodne ze złotymi rybkami. Stojąc tyłem do tego obiektu, wrzucałam symbolicznego żółciaka i myślałam sobie życzenie. I nie wiem czy te oczko ma moc sprawczą, czy po prostu byłam mocno zdeterminowana, ale póki co idzie po mojej myśli. Na pewno przy kolejnej okazji również pomyślę życzenie, bo jest jeszcze kilka rzeczy, o których bardzo marzę.

Kolejnym z cudownych dla mnie momentów jest jutrzejszy dzień. Jak będzie z maturą, tak będzie, ale zakończenie liceum jest dla mnie ogromnym przeżyciem. Przekraczając próg mojej szkoły prawie trzy lata temu wiedziałam, że nie pójdę na studia. Moje zainteresowania są tak znikome dla małego miasta, w którym mieszkam, że żadna szkoła nie dawała mi możliwości rozwijania ich. Trafiło na zwykłą klasę humanistyczną w jednym z lepszych liceów i nie żałuję tego. Przeżyłam wspaniałe chwile, o których będę pamiętać do końca życia, poznałam ludzi, z którymi może nie będę utrzymywać kontaktów, bo wiem jakie są realia, ale są to osoby, na które mogłam liczyć w ciągu tego ostatniego etapu edukacji obowiązkowej. Dopiero w klasie maturalnej okazało się, że w klasie mam bratnią duszę. A. jest jak siostra! Chociaż wiem, że czasem ma mnie dosyć, to uwielbiam z nią rozmawiać o wszystkim, nawet jeśli mówimy o czymś, o czym nie mam zielonego pojęcia. Na osoby fałszywe szkoda już czasu, nie ma co rozpamiętywać, pewnie jeszcze nie raz na takie trafię.

Już słyszę tłum "mądrali" - niszczysz sobie życie nie idąc na studia i inne takie. Ale i po studiach w Polsce są nikłe szanse na dobrą pracę. A poza tym tego co chcę robić nie da się studiować. Dalej stoję uparcie i bronię mojego wizażu. I prędzej czy później do szkoły wizażu pójdę - po niej z certyfikatami można dostać się do pracy w wielu miejscach. Jest to zawód, w którym cały czas trzeba się doszkalać, ale mając początek i papiery, reszta jest banalnie prosta. 

Nie, o USA nie zapomniałam! Dalej okropnie chcę tam wyjechać. Nie wiem czy znów pokuszę się na zostanie au pair, czy podejmę się wyzwaniu dwutygodniowych wakacji, ale tak czy siak Ameryka jest na samej górze mojej listy. Ogólnie uwielbiam podróżować i mam nadzieję, że uda mi się zwiedzić wiele pięknych zakątków świata, ale to jeszcze czas pokaże. 

Na razie muszę napisać matury, które zlecą mi jak zwykle bardzo szybko, spakować się i lecieć w nieznane. W poniedziałek się odprawiłam, wydrukowałam bilet i patrzę na ten bilet jak zaczarowana. Zarezerwowałam sobie również miejsce w busie do Warszawy. Wyjeżdżam o 4:50, droga powinna trwać 4-4,5 godziny. Miła pani w rezerwacji powiedziała mi też, że kierowca będzie mógł zawieźć mnie na lotnisko, więc oszczędzę sobie latania z walizkami i szukania odpowiedniego autobusu/metra/pociągu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz