piątek, 22 stycznia 2016

W czepku urodzona

     Komu nie powiem, że lecę w maju do Szwajcarii, by na rok móc stać się częścią czyjejś rodziny - ten nie dowierza. Zauważyłam jak mały procent ludzi w moim społeczeństwie wie, co to au pair. Najbliższych starałam się doinformować jak najlepiej potrafiłam (chociaż babcie i tak wiedzą swoje!). Jednak są tacy, którzy po przetrawieniu dużej ilości informacji otwierają oczy ze zdumienia i są w szoku, że coś takiego w ogóle jest. A dodaj, że to nie wytwór dzisiejszej cywilizacji - w końcu program ma swoje początki w latach 60. Jeśli znajdę już takiego, co zaakceptuje myśl o au pair i dowie się czegoś o mojej host family, to znów zdziwienie. 

     "Dziewczyno, jesteś w czepku urodzona!" czy "Bóg musi nad Tobą czuwać" to najczęstsze zdania, które słyszę. Nie ma co ukrywać, że rodzina trafiła mi się cudowna. Wiem, że nie warto chwalić dnia przed zachodem słońca, ale skoro już ich poznałam to mam jakiś zarys, prawda? Ludzie są dobrze usytuowani, źle na pewno nie będę mieć. Kiedy wybrałam już lot i napisałam to hostowi, to jeszcze tego samego dnia kupił mi bilet na samolot (i wykupił większy bagaż! ♥). Napisał mi też, że jak tylko przyjadę to zajmie się założeniem mi konta w banku, a w lutym ma zapisać mnie na kurs języka niemieckiego (wcześniej zrobiłam test językowy, który wskazał, że jestem na poziome A2 - rozumienie i komunikowanie się na poziomie podstawowym, tj. sytuacje dnia codziennego). 

     Mam rozumieć, że nie ma się o co martwić, wszystko będzie ok? Oby tak było, gdy już przylecę. Dam z siebie wszystko, żeby byli ze mnie zadowoleni! I mam nadzieję, że vice versa... ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz