wtorek, 24 maja 2016

Welcome to Basel-Land!

W sobotę 21. maja wybrałam się na spacer po okolicy. Ale nie do miasta, o nie, nie! Poszłam się przejść polnymi drogami i zdecydowałam się, że nie wrócę do domu dopóki nie zrobię 10 000 kroków. Chciałam dojść do granicy z Francją, ale pomyliły mi się kierunki, więc ostatecznie doszłam do miejsca, gdzie zaczyna się sąsiednia miejscowość. Widoki po drodze zapierały dech w piersiach! Bardzo podoba mi się to, że mogę pójść na spacer, jogging, cokolwiek i nie będzie przy tym tłumów. Tymi drogami poruszają się tylko ludzie, którzy mają cele podobne do moich, także naprawdę duży plus. 

Wiecie co jest tutaj ciekawe? Nie wiem jak w innych państwach, ale są tutaj punkty, gdzie można samemu zebrać sobie kwiaty, a pieniądze wkłada się do puszki na to przeznaczonej. W Polsce pewnie nie byłoby ani kwiatów, ani pieniędzy!

Zaobserwowałam też dużo stadnin w pobliżu oraz łąk, gdzie pasą się krowy. Z jednej strony miasto, a z drugiej wieś - dosłownie. Z wiejską stroną związane są wszelkie obrzydliwe owady i łajno na drodze, ale nie ma źle. Pośród pól, gdzie słońce grzeje naprawdę mocno można się opalić. Sama opaliłam dziś ręce i dekolt, ale niestety został mi biały pasek po torebce przed ramię. 









2 komentarze:

  1. Kocham! i już niedługo znów będę tam mieszkać :)))))
    w tych punktach można kupić prawie wszystko, książki, kwiaty, owoce, warzywa, świeże soki, a nawet cydr :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, tego to ja nie wiedziałam! :)
      Jakbyś miała ochotę się kiedyś spotkać - pisz śmiało! :D

      Usuń