Od 19 dni jestem dostępna w au pair rommie, no i jak się spodziewałam - jeszcze nikt się nie odezwał, za wcześnie, żeby ktoś potrzebował au pair na połowę czerwca, ale na razie się tym nie martwię! Dwa dni temu dołączyłam do grupy "polskie au pair w USA" na facebooku, a co za tym idzie, dowiedziałam się wielu bardzo istotnych rzeczy, o których nie miałam wcześniej pojęcia. Przeraził mnie fakt jak dużo dziewczyn trafia do rematchów - i to nie dlatego, że mają takie widzimisię. Niektórzy Amerykanie wydają się okrutni, a poszukiwanie perfect match wcale nie jest takie łatwe. Zaczęłam mieć obawy, czy aby na pewno postąpiłam dobrze przystępując do programu au pair, bo co jeśli trafi mi się okropna rodzina *odpukać to* i się załamię? W najbliższym czasie będę musiała się pogodzić z tą myślą, że scenariusze mogą być różne.
Zarejestrowałam się również na aupairworld.com, gdzie do państw, które mnie interesują dodałam Wielką Brytanię i Szwajcarię. Zrobiłam to z całkowitej ciekawości i na wypadek, gdyby coś mi się odwidziało. Lepiej mieć więcej możliwości niż potem żałować, że się nic nie zrobiło. To nie tak, że ja nie chcę lecieć do Stanów, bo pragnę tego, ale wolę dmuchać na zimno. Stany to moje największe marzenie, będę robiła wszystko, żebym znalazła idealną rodzinę, ale jednak stres jest ogromny, a przecież jeszcze nic takiego nie zrobiłam!
W tym momencie powinnam czytać "Mistrza i Małgorzatę", przeczytałam dopiero 22 strony, a mam to przeczytać na jutro... Tylko, że ja się nie mogę skupić na czytaniu, na uczeniu się, w sumie to na niczym. Ostatnimi czasy nie mam nawet życia towarzyskiego, siedzę tylko jak głupia pod kołdrą z laptopem i robię wszystko, żeby przypadkiem się za bardzo nie wysilić. Jedyne co mnie pocieszyło na duchu, to fakt, że dziś po raz pierwszy od miesiąca spotkałam się z bratem. Nie wiem dlaczego, ale on wcale nie utrzymuje ze mną kontaktu, a poza dziadkami i chrzestną w Polsce został mi tylko on. Nie zmuszę go do widywania się, jeśli nie chce. W końcu nie jest już małym dzieckiem...